"Rozmowy z moim Bogiem""Rozmowy z moim Bogiem" -tomik zawiera 176 wierszy.Każdy wiersz jest próbą przemyslenia czegoś,poznania,zrozumienia...Swiat, który nas Ludzi otacza - jest tak piękny - a jednocześnie tak bardzo podły, obcy... wzbudzający lęk, strach...Tomik ten jest też chyba próbą pogodzenia się z rzeczywistościa, z Bogiem, ze światem..., z samą sobą... Nie lubię - "nie rozumieć".Zawsze staram się zrozumieć, pojąć, nauczyć się... - wytłumaczyć coś, co jest niezrozumiałe...Fragmenty: Warszawa, dnia 7 Listopada 2003 roku. Dobry wieczór, Panie Boże. Dzisiaj, za moim oknem był zimny, pochmurny dzień. Okryłeś, Panie Boże chmurnymi dłońmi niebo... tak dokładnie jak Twoje łzy - pod postacią kropli deszczu - pokrywają szybę mojego okna, gdy płaczesz.Dzisiejsze chmury, wyglądały tak, jakbyś tam na górze - u siebie - siedział w miękkim fotelu i palił fajkę, albo cygaro..., których dym zawisł pod Twoimi stopami, a moim niebem - zasłaniając ziemi słońce. Chmury , dzisiejszego dnia - płynęły nierówno jak ludzkie myśli... Teraz ,za moim oknem jest noc. Pewnie zamieniłeś tytoń na ciepłą herbatę, bo nocne niebo jest roznegliżowane. Dzisiejszej nocy uwiesiłeś na nim miliony gwiazd i księżyc, który wygląda jak niedopieczona kajzerka... Wiesz, Panie Boże - chyba musisz ją ukryć, bo jeszcze ktoś skusi się i zje ją... I co wtedy będzie ?! Zaraz będę pisała dalej do Ciebie, Panie Boże. Zrobię tylko herbatę, bo zimna jest dzisiejsza noc. Już wróciłam. Jestem. Mam ciepłą herbatę. Zapalę jeszcze papierosa - jak zwykle. Mogę pisać. Zapomniałabym... Panie Boże, czy zrobić dla Ciebie herbatę ? Mam jeszcze tą, która smakowała Tobie w niedzielę, gdy rozmawialiśmy o życiu, miłości... Milczysz. Przywykłam do Twojego milczenia. Herbatę dla Ciebie, zrobię jednak - będę miała wrażenie, że jesteś przy mnie..., albo zaraz przyjdziesz... Zaraz wrócę. Już wróciłam, z herbatą dla Ciebie, Panie Boże. Ja, jestem u siebie w pracowni. Jak co noc, gdy rozmawiam z Tobą, dyskutujemy...albo kłócimy się... Panie Boże, pewnie jesteś nieco zdziwiony, że zamiast pisać wiersze o naszych awanturach, rozmowach, o Tobie... piszę list do Ciebie. Postanowiłam sobie, że nie będę kłóciła się z Tobą więcej. Jesteś przecież Bogiem - Mistrzem..., Wirtuozem ludzkiego życia..., człowieczej egzystencji... Jesteś przecież moim Bogiem. (...)Panie Boże, mam nadzieję, że będziesz mile zaskoczony moim listem, który wyślę pod Twój prywatny adres... Adres, pod którym mieszkasz. Mam nadzieję, że kiedyś, gdy spotkamy się...- uśmiechniesz się do mnie, pocałujesz mnie w czoło - jak Ojciec całuje córkę - a potem pójdziesz ze mną na spacer do warszawskich Łazienek ..., by nakarmić głodne ptaki - duszyczki ludzi. Wiesz, Panie Boże...a potem zaproszę Ciebie na ciepłą herbatę... Chyba, że będziesz wolał napić się wina...I usłyszę Twój głos, gdy będziesz do mnie mówił... Usłyszę Twój głos, którego nie znam..., ale by nie zapomnieć jakie ma brzmienie - nauczę się na pamięć - słów, które wypłyną z Twojego serca...Mam nadzieję, że wybaczysz mi kiedyś...moje wszystkie grzechy, hebanowe wiersze, krzyki, wrzaski, płacze, lamenty...- jeśli... kiedyś poznam Ciebie, Panie Boże..., jeśli kiedyś spotkamy się...Panie Boże, chciałabym podziękować Tobie za to, że mogę wierzyć w Ciebie...Że mogę wyobrażać sobie jak wyglądasz..., co robisz..., jaki masz głos..., gdzie chodzisz na spacery... Dziękuję Tobie, Panie Boże... za każdą radość, wszystkie cierpienia..., za kwiaty, kwitnące na moich łąkach..., za wszystkie pory dnia, roku, życia...Za te wszystkie ptaki, które mogę nakarmić chlebem od Ciebie - za każdym razem, gdy jestem na spacerze...Dziękuję Panie Boże za słońce, księżyc, chmury, gwiazdy..., które uwiesiłeś nad ziemią, na sznurkach...- na które mogę patrzeć w bezsenne noce, podczas dnia...- kiedy jestem szczęśliwa...i kiedy cierpię... Dziękuję za to, że postawiłeś na mojej drodze - takiego jednego Anioła, który czuwa nade mną, troszczy się o mnie...Dziękuję, że jesteś - Panie Boże. Dziękuję, że uczysz mnie tego, jak mam żyć. Powoli, będę kończyć pisać list do Ciebie. Zapalę ostatniego papierosa dzisiejszej nocy...Zaraz wrócę. Już jestem, Panie Boże...Jestem...Herbata, którą zaparzyłam dla Ciebie wystygła. Ja, swoją wypiłam...- delektując się nią, jak tymi kilkoma kroplami deszczu, które dzisiejszego dnia dostałam od Ciebie. Już czwarta rano. Muszę iść spać - jestem człowiekiem - poczułam się zmęczona.Za moim oknem, pojawiła się mięsista mgła - widocznie dym z cygara, które paliłeś...opadł na ziemię. Wszystko to, co mogą dojrzeć moje oczy przez szybę - zapadło w sen cichy, spokojny...w sen nocny. W oknach sąsiadów, dawno już pogasły światła. Ja też, za kilka minut zasnę... Przedtem jednak, uchylę okno...by poczuć zapach tytoniu, który paliłeś. Pewnie już śpisz, Panie Boże. Mam nadzieję, że śnią się Tobie rzeczy piękne...może marzenia ?! Przecież Ty, Panie Boże też musisz mieć marzenia...Śpij spokojnie... - bo gdy będziesz, Panie Boże zmęczony... - to kto poda mi rękę, gdy po raz kolejny potknę się i upadnę...?! Dobranoc, Panie Boże. Justyna 14 Sierpnia 2002 roku. Majestatycznie rozkładają skrzydła orły, niczym, swoje myśli człowiek rozkłada. Skrzydła orłów są nienagannie proste. Myśli człowieka - proste być nie mogą. I nawet, gdy człowiek rozmawia z Bogiem... Modląc się, krzycząc, wrzeszcząc... Myśli , są bardzo kręte... jak ścieżki życia. Nie kradnę, żyję - jestem człowiekiem. Chociaż kłócę się z Bogiem, chociaż... Boga nie znam, nie widzę... To modlę się do Niego - o myśli, które byłyby majestatycznie rozłożone w mojej duszy - - jak skrzydła orłów. 28 Kwietnia 2003 roku. Jest we mnie taka pustka, co obija się o kanty mojej duszy. Im bardziej pustka staje się poobijana, tym bardziej dusza przypomina koło. A jeśli dusza stanie się kołem, to gdzie podzieje się pustka ?! Luty 2003 roku. Dzisiaj , za moim oknem pada śnieg, co okala swoimi łzami zimowe drzewa. Ubiera dachy domów, ulice, ludzi... W swoje białe szaty, które - tu na ziemi gubi. Wyglądam przez okno. Za oknem jest już ciemno. Tylko biel śniegu, rozświetla tą zimową noc - zimną. Jak uśmiech - twarz ludzką. Sierpień 2002 roku. Więc, modlę się do Ciebie Boże... Kolejną noc, kolejny dzień..., rok..., życie... A Ty, jakbyś mnie nie słyszał - jak do Ciebie krzyczę... Gdy siedzę na starym krześle... Kiedy biegnę ulicą... I nawet wtedy, gdy kradnę Ci skrzypce... Też modlę się..., krzyczę... Co dzień..., co noc..., jutro, dzisiaj , zawsze... Kolejne preludium na Twoich skrzypcach gram... Myśląc, że mi je zabierzesz... A Ty - patrzysz na mnie... Ja..., ja Ciebie nie widzę. Modlę się więc w deszczu... Przecież wiesz...- że wtedy marzę... I biegnę ulicą... Widzę ludzkie twarze... Zastanawiam się tylko... Zastanawiam się tylko...- dlaczego są takie nieszczęśliwe... Czerwiec 2002 roku. Dzisiejszej nocy, pokłóciłam się z Panem Bogiem. Ten Bóg, zrozumieć mnie nie może. Zagrał złośliwie nokturn, na moich skrzypcach. Pozrywał struny skrzypiec, wyrzucił smyczek. Tylko... nuty zostawił, mówiąc : ,,Więcej, nie będziesz człowieku fałszował !" Krzyknęłam - ,,będę ! "- odwróciłam głowę... Bóg, przyłożył mi po twarzy. Patrząc na mnie z góry... Jak na chwast, który wdarł się w kwiaty. Kwiecień 2002 roku. A kiedy umierałam... widziałam drzewa... Które do mnie ręce wyciągały jak ludzie. Na niebie... świecił księżyc, ja byłam... jedna - sama. Nawet wtedy. Obijałam się... o nogi drzew, gdy drogi do Boga szukałam... Coś mnie goniło, szarpało - może to była śmierć - wielka dama... Nie wiem. Ludzi nie było wokół mnie... Deszcz wtedy padał, bo Bóg przykrył chmurnymi rękoma niebo. Ten deszcz, to były łzy Boga... Ludzi... nie było wokół. Czekałam, na Boga, aż mnie zabierze... On - kazał mi żyć. Więc - jestem. Mam tylko jedno pytanie do Boga... Dlaczego zamiast miłości, daje mi ból ?! 19 Sierpnia 2003 roku. Widziałam dzisiaj deszcz... Który dały ziemi oczy Boga... Ten deszcz obmywał moją matową twarz... Oczyszczając kanciastą duszę... Z całego zła, jakie jest we mnie... W moim wnętrzu...- o tam... W środku...- widzisz ? To zło - to gorycz... Gorzkość życia... Którą Bóg podał mi jak narkotyk... W esencji herbaty... Której się napiłam. Wrzesień 2003 roku. Kiedy cierpię - kłócę się z Bogiem. O co ?! O to, że cierpień mam dosyć. Kiedy jestem szczęśliwa - kłócę się z Bogiem. O co ?! O to, że się boję... żeby szczęśliwości mi nie zabrał. Ja, romantyczny bohater. 3 listopada 2003 roku. Noc... uporczywa noc wdarła się... w moje okno... jak myśl - będąca chwastem... w duszę... Więc... siedząc - myślę... myśląc - piszę... pisząc - marzę... marząc - jestem... zerwaną struną skrzypiec... bożych... rozstrojoną nutą... bo...- gdy gram swoje ukochane preludium... na fortepianie życia...- fałszuję... słyszysz...?! czy...Ty...- słyszysz... jak fałszuję...?! od zawsze... - na zawsze... jakąś dziwną muzykę życia komponuję... każdej nocy... nawet, gdy deszcz pada... gdy jego krople... stają się orkiestrą... która akompaniuje mi... parapety okien - skrzypce... kałuże uliczne - harfa... szyby okien - flety... ja - fortepian... Bóg - dyrygent - główny kompozytor... obsada doborowa... a jednak... coś nie wychodzi... czyżbym pomyliła nuty...?! A może Bóg - to zły kompozytor... 4 Sierpnia 2001 roku. Tak, to ja, w swoich wierszach... Tak - to ja, ukradłam Bogu skrzypce... Tak - musiałam... Tak ! - to ja, grałam nokturny i preludia na... Rozstrojonym fortepianie Boga... Czy żałuję ?!...- nie , nie żałuję... Ta kradzież... to tylko słowa. A może... aż słowa ?! Nie wiem. Tak... Tak, to ja, kłóciłam się z Bogiem... Tak... to ja. Za każdym razem...rozmawiając z Bogiem... Za każdym razem nie słuchając się jego...- żyłam... Tak, jak potrafiłam. Ot tak, po prostu...- żyłam. Malując najmniejszy szczegół, w obrazie mojej egzystencji... Myślałam...- myślałam o tym... O wszystkim... co dalej będzie... Jestem tylko grzesznikiem... Jakich wielu jest wszędzie... 21 Września 2002 roku. A kiedy będziesz umierał Człowieku... Leżąc na chodniku, gdy ludzie będą Cię deptać. Przyjrzyj się białym ptakom, co nad Tobą będą latały... Jeden z nich spadnie, złamie skrzydło... Inne odlecą z ogromnym wrzaskiem... krzykiem... Ten jeden, będzie leżał przez chwilę, obok Ciebie. Później... zbierze resztki sił i odleci gdzieś daleko... Mam takie jedno pytanie, Człowieku: Dlaczego Ty z nim nie odlecisz... Nie odlecisz z białym ptakiem... tam...gdzieś daleko ?! Warszawa, dnia 23 Lutego 2003 roku. Milczę. Milczę zasłaniając dłońmi twarz... By nikogo nie ranić. Milczę... Zamknęłam się. Wszyscy – każą mi mówić. Milczę. Milczenie to najpotężniejszy krzyk. Więc... Milcząc – krzyczę. Bezgłośny krzyk łatwiej usłyszeć. Jest bardziej donośny, od tego... Wydobywającego się z ust ludzkich. |
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() |